08.08
Wstałem o 5.00, było tak ciemno, że stwierdziłem, iż żadna siła nie wyciągnie mnie z namiotu, nawet jakiś tajfun. Ustawiłem budzik na 5.30. Spakowałem plecaki, następnie namiot. O 8.00 miały być autokary po nasz camp, więc wszyscy się spieszyli. Drużyna z Kampinosu nasmażyła nam naleśników, które były przepyszne. Zaczęliśmy sprzątać, gdy dowiedzieliśmy się, że autokar będzie bliżej 13. Prawie wszyscy wzięli karimaty i położyli się pod stołami, ciesząc się kawałkiem cienia.
Przenieśliśmy swoje rzeczy bliżej drogi, w miejscu naszego obozu zostało dużo rzeczy bezpańskich, więc zacząłem rozdawać je między harcerzy. Nikt nie chciał wziąć parasolek “Swizz Army”, które dostaliśmy, bo były duże, większe niż plecaki. Przytroczyłem ich 6.00, mam nadzieję, że uda mi się zabrać je przez lotnisko.
Potem staliśmy jak głupki do 15.00 czekając na autokar, super, że wstaliśmy o 5.00 rano. Ruchem kierowała armia, zapakowaliśmy się i ruszyliśmy poza teren zlotu. W autokarze dowiedziałem się, że jedziemy do tego samego akademika, gdzie spędziliśmy 3 i 4 noc. Nie była to dla nas najszczęśliwsza wiadomość, ale lepsze to niż spanie po salach gimnastycznych jak sardynki.
Dojechaliśmy około 17.00. Przywitano nas kolacją. Ciepła wołowina dodała mi energii. Sieć wifi była mocno obciążona, nie mogłem wejść do systemu rekrutacji na studia, co bardzo mnie zdenerwowało. Skusiłem się, aby sprawdzić ustawienia rutera wchodząc w 192.168.0.1, pierwszy strzał w hasło do panelu administracyjnego okazał się poprawny. Zostałem królem kawiarniowej sieci. Wyrzuciłem wszystkich, zmieniłem nazwę wifi na “ProtectYourPasswordPL”, aby pokazać Koreańczykom, że trochę zaniedbali bezpieczeństwo łącza. Pokazałem patrolowi nowe dzieło. Śmiali się i niedowierzali, byłem z siebie dumny.
Tym razem dostałem pokój z Frankiem, patrolowym części Kampinosu. Pokazał mi wiadomość – próbowała skontaktować się z nim TVP2 w sprawie ewakuacji ze zlotu. Grzecznie im odpisał, że nic nie powie.
Wieczorem poszliśmy do sklepu, miałem ochotę na sok jabłkowy. W sklepie nie mogłem się zdecydować, który wybrać. Wziąłem dwa, aby nie żałować, że źle wybrałem. Było tak gorąco, że wypiłem je zanim wróciliśmy do akademika. Zadowolony udałem się na konsultacje merytoryczne o moim dzienniku. Maja – humanistka i Oliwia – książkowy wyjadacz pomogły mi w redagowaniu. Na żółto zaznaczały wszystkie błędy, głupoty i niejasności. Dziękuję za pomoc!
Dwunasty dzień Jamboree, cieszy mnie, że cały patrol jest zadowolony i zdrowy. Fakt, że działa mi już Internet w prawie każdym miejscu akademika jeszcze bardziej poprawia mi humor. Niestety powoli czuć, że zostało już tylko kilka dni.
09.08
Zszedłem po schodach na śniadanko, tam czekała na mnie godzinna kolejka. Warto było stać po zimną jajecznicę i kimchi.
W związku z tą całą ewakuacją Koreańscy organizatorzy mieli problem z ułożeniem nam sensownego programu. Po jakimś czasie przyjechał autokar, który zawiózł nas do Buan, Video Theme park. Video było mylne, bo wcale nie było filmu. Byli tam Koreańczycy, którzy witali nas uśmiechem i zimną wodą. Kłaniałem im się po koreańsku, ale mówiłem polskie „dzień dobry”, bo jakoś mnie to wtedy śmieszyło. Foto południowopraskich harcerzy pod bramą parku:

W parku było sporo atrakcji, dostaliśmy tylko godzinę, aby je obejrzeć. Były warsztaty DIY, tańce, bębny, drony, strzelanie z łuku i rzucanie patykami. Każdy z patrolu udał się w inną stronę. Ja z Pawłem chcieliśmy polatać dronami, ale ledwo unosiły się w powietrzu, tylko Mai z Piaseczna udało się przelecieć przez dronowy tor przeszkód. Na ostatnie 15 minut ustawiłem się w kolejce do strzelania z łuku. Niestety nie zdążyłem, bo pan przewodnik chciał mi coś zakomunikować. Najlepsze było to, że mówił tylko po koreańsku, a kiedy dałem mu znać, że nie rozumiem to grzecznie powtórzył, ale wolniej. Potem przyszedł jakiś tłumacz i przekazał mi sprzeczne komunikaty. Ostatecznie poszliśmy do autokarów, gdzie czekał na nas lunch.
Słodki niedobry lunch. Nie zdążyli zrobić nam posiłku, więc kupili nam słodycze. Nie byliśmy zbytnio zadowoleni, ale nie mieliśmy nic do powiedzenia i tak by nie zrozumieli.
Autokar zawiózł nas nad rzekę z bogatą roślinnością. Filip i Tomek znów zrywali bambus i mówili coś o automatycznej plantacji. Chcieli się jeszcze wspinać po górach, ale czas nie pozwolił. Zrobiliśmy z Alex kilka zdjęć i wróciliśmy do autokaru.
Po powrocie była kolacja, przyjechały jakieś osobistości z Gdańska i chciały rozmawiać z harcerzami. W grupie patrolowych ogłoszono jakieś Integracje polskiej reprezentacji, ja potrzebowałem drzemki po posiłku. Ostatecznie drzemka trwała od 19 do 7 rano.
Tak minął trzynasty dzień Jamboree. Ta liczba chyba nie była przypadkowa, bo większość tego dnia to był niewypał.

pwd. Adam Skorupski
Drużynowy 32 WDH „Wanta”
zdjęcie w tle: kadr z filmu z ewakuacji obozu, autor Dawid Zdrojewski | ZHP