06.08
Dziś my byliśmy patrolem służbowym. Obudziłem się o 5.00, bo miałem szalony sen. Już nie mogłem położyć się spać, więc zacząłem od sprzątania po wczorajszej Mafii. Chwilę później wstała reszta patrolu i zaczęliśmy robić śniadanie. Mając dwie godziny zaszaleliśmy układając misy owoców, smażąc jajecznice i tosty. Dla głodnych dorabialiśmy jeszcze jajko chlebki. Do 8.00 było przyjemnie, aż znów zaczął się skwar.
Po śniadaniu posprzątaliśmy i po raz ostatni zanurzyłem się w “Roku 1984”. Od razu spytałem, czy ktoś ma jeszcze jakieś książki w obozie. Akurat dziś nie miałem zamiaru wychodzić z cienia. Książka i elektrolity Pocari Sweat zupełnie mi wystarczały. Pożyczyłem od Ali książkę “Najbardziej niebieskie oko” Toni Morrison.
Dziś był dzień kultur, więc połowa obozu odwiedzała innych, połowa witała gości wchodzących do nas. Ja siedziałem w cieniu i regularnie pytałem harcerzy, czy nie są głodni.
Na lunch chcieliśmy zrobić burgery, niestety okazało się, że paczka wyglądająca jak mięso, jest jakąś słodką chemią z odrobiną figi. A bułki do hamburgerów okazały się być nadziane miodem i dżemem w środku. Wkroiliśmy tam ser, sałatę i pomidora, bo uznaliśmy, że to będzie wyższy poziom smaku. Zdania były podzielone, ale jak to mawia Tomek, najlepszą przyprawą jest głód.
Dzień kultur trwał dalej, z opowieści Pawła wynikało, że to nigdy tak nie wyglądało. Kiedyś kraje wystawiały się na drodze oferując coś swojego. Krówki, kremówki… niestety fala upałów, spowodowała, że tylko najwytrwalsi mieli siłę latać po campach.

Drużynowy Bartek umówił nas z campem Finlandii na wieczór. Jako zastęp służbowy posprzątaliśmy obóz i przygotowaliśmy się do odwiedzin gości. Przy okazji wyjazdu Brytyjczyków z Jamboree pozwoliliśmy sobie wziąć od nich stoły i krzesła – przecież im już się nie przydadzą.
Weseli i radośni goście okazali się być mieszanką Finów i Szwedów. Z wielką przyjemnością jedli nasze polskie krówki i wymieniali się rzeczami. Odbyły się 3 wspólne tańce, w tym polonez. Bardzo dużo pozytywnych emocji płynęło z rozmów między uczestnikami. Wisienką na torcie było wspólnie śpiewanie “Płonie ognisko“, bo jak się okazało, Finowie znają tę piosenkę. Mają identyczną melodię i bardzo podobną treść tekstu. Umówiliśmy się, że jeszcze przed końcem Jamboree zaśpiewamy ją wersami lub refrenami na zmianę i puścimy w świat.
Po wieczornym kręgu cały mój patrol musiał posprzątać po kolacji i imprezie, co chwilę zajęło. Dostaliśmy pochwałę, że dobrze się sprawowaliśmy jako służbowi.
Dziesiąty dzień upalnego Jamboree za nami, wszyscy cali i zdrowi, oby dali radę tak trzymać do końca.
07.08
Pobudka była dziś wyjątkowo późno, więc mogłem się wyspać. Patrol Pawła zagotował nam parówki na śniadanie, do tego zrobiliśmy sobie kanapki. Doszły nas słuchy o kolejnych obozach, które opuszczają Jamboree. Trochę smutno, ale stwierdziliśmy, że przynajmniej będziemy bliżej sceny na koncercie zamykającym zlot.
O 10.00 wsiedliśmy do autokaru, który zawiózł nas do JeonBuk, Gimje smart farm Valley. Czyli takiego miejsca najnowszych technologii rolnictwa w Korei. W 2018 r. wygrało rządowe dofinansowanie, a otworzyło się w 2021 r., więc jest względnie nowe.
Na wejściu ludzie bili nam brawa i robili zdjęcia. Dlaczego? Nie wiem. Zaprowadzili nas do pokoju prezentacji, gdzie najpierw po koreańsku coś nam opowiedziano i nic nie zrozumieliśmy, ale potem był film z napisami po angielsku i wszystko stało się jasne. Innovation Farm Valley to takie miejsce, gdzie szkoli się młodych ambitnych farmerów i poszukuje lepszych rozwiązań do uprawy roślin, wykorzystując do tego energię geotermalną.

Po filmie zawieźli nas do pomieszczeń z uprawami. Było tam bardzo gorąco, więc dostaliśmy takie szarfy chłodzące. Na mnie te technologie nie zrobiły wrażenia, ale pomyślałem, że może po prostu pokazali nam pierwsze lepsze pomieszczenie z brzegu. Jeden z panów nagrywających poprosił, aby Marysia zjadła kawałek sałaty prosto z krzaczka do kamery. Zrobiła to, podobno jej nie smakowało.
Następnie zawieźli nas na poczęstunek, cały stół chipsów, musów, przekąsek. Patrolem stwierdziliśmy, że prawdopodobnie potrzebowali zdjęć uśmiechniętych turystów do promocji i kupili nas żarciem. Aż do końca pobytu tam nie dowiedziałem się nic o technologiach, roślinach czy gospodarce rolnej Korei, za to miałem szanse spróbować 8 różnych rodzajów chipsów.
O godzinie 13.10 naczelniczka ZHP hm. Martyna Kowacka napisała do wszystkich patrolowych o nadchodzącym zagrożeniu pogodowym. Nad Koreą ma przejść tajfun. Dostaliśmy nakaz spakowania się od razu po powrocie z wycieczki. Nad ranem zostaniemy przeniesieni w bezpieczne miejsce. Dzieje się!
Kolejną atrakcją było przebieranie się w tradycyjne stroje koreańskie. Każdy się ubrał i zrobiliśmy wspólną fotę, a potem poszliśmy na pokaz pana mistrza, który coś tam mówił po koreańsku i udawał, że strzela z łuku. Super się bawiłem, szczególnie na koniec, gdy rozdali nam wodę i saszetkę witaminy C. Wróciliśmy do autokaru, gdzie każdy żartował z tajfuna.
Tajfun, tsunami, musimy się sprężyć, bo leje tonami, więc dalej do pomp!
Po powrocie zjedliśmy kolację i zaczęliśmy się pakować. Przygotowałem sobie rzeczy na ostatnie wymiany. Poszedłem z Pawłem na obchód po campach. Najbardziej zależało mi na koszulce RPA, niestety byli zbyt daleko. Zaszliśmy do obozu Boliwii i Peru. Wymieniłem się różowymi okularami z wyprawki za żółty T-shirt Peru. Paweł wymienił się koszulką reprezentacji za koszulkę Boliwii. Mi się też podobała, ale patrolowe nie chciały się już wymieniać. Po dłuższych rozmowach z kadrą Boliwii okazało się, że podoba im się koszulka Gdańska, którą miałem na sobie… Do obozu wróciłem w t-shircie Scouts of Boliwia.
Po kręgu nie miałem już siły się wymieniać, szczególnie, że pobudka miała być o 5.00 rano.
Jedenasty dzień w Korei za mną, niestety już ostatni w SaeManGeum, ciekawe, gdzie poślą nas dalej.

pwd. Adam Skorupski
Drużynowy 32 WDH „Wanta”
grafika w tle: wizualizacja Gimje smart farm Valley | Ministerstwo Agrokultury, Żywności i Spraw Wiejskich Republiki Korei