02.08
Musiałem wstać o 6.00, bo Axis Mundi miało służbę w kuchni. Poszliśmy do namiotu “Food Supply”, tam panował wielki chaos. Dlatego zjedliśmy wczorajsze resztki, zanim dostaliśmy śniadanie. Gdy tylko posprzątaliśmy stoły i zmyliśmy gary, poszliśmy na atrakcje w innym sektorze. Zaczęliśmy od ścianki wspinaczkowej o trzech trasach o różnym poziomie trudności. Było super, więc z uśmiechem poszliśmy na kolejne atrakcje, a tu zwrot akcji. Od 12 do 14 IST (International Service Team) ma przerwę na lunch i nas nigdzie nie wpuścili. No to sami poszliśmy jeść. Dziś był “Hot Beef Bibimbap”, którego zalewało się zimną wodą, a on gotował ryż z mięskiem w środku. Fenomenalna chemia. Smaczne, ale zdenerwowała mnie ilość plastikowych śmieci, którą to wygenerowało.
Musieliśmy pozmywać i posprzątać stoły. Gdy poszliśmy znowu na atrakcje, okazało się, że już się zwijają, bo wieczorem odbędzie się ceremonia otwarcia. Przez cały dzień byliśmy tylko na jednej atrakcji, a dużo czasu spędziliśmy na słońcu, na tyle długo, że każdy był czerwony jak pomidorek. Wróciliśmy do obozu. Mieliśmy godzinę do wyjścia, kiedy odebraliśmy racje żywnościowe na kolację. Świetnie, bo akurat dziś był skomplikowany posiłek, w dodatku bez tłumaczenia składu produktów na język angielski. Kazałem smażyć na oleju wszystko, co wpadło mi w ręce. Nie było czasu na kombinowanie. Wyszło dobrze, bo każdy się najadł i nikt nie marudził.
Nie zdążyliśmy posprzątać, bo po kolacji nasz drużynowy zrobił alarm mundurowy. Musieliśmy przygotować się do ceremonii otwarcia Jamboree. Samo przejście z obozowiska do sceny było bardzo emocjonujące. Prawie 50 tysięcy skautów w jednym miejscu. Naszą uwagę przykuli Norwedzy w klapkach do munduru – w końcu co kraj to obyczaj…
Ceremonia otwarcia trwała 4 godziny i 20 minut, możecie ją obejrzeć na YouTube. Szczególnie zachęcam do przemówienia Bear’a Grylls’a, naczelnego skauta. Największe wrażenie zrobił na mnie pokaz dronów, w życiu nie widziałem czegoś podobnego. Niestety sporo wystąpień na ceremonii było po koreańsku, co było słabą zagrywką.
Pozytywną myślą minął szósty dzień przygody.
03.08
Dziś służbę miał patrol Pawła, znany jako 16tka. Znowu było zamieszenie pod magazynem i na śniadanie był obiad. Kurczak z ryżem – mnie pasowało, nawet bardzo.
Poszliśmy do autobusu, aby dojechać na teren strefy atrakcji. Wszystkie autobusy były pełne i przez prawie godzinę staliśmy w słońcu po nic. W drodze powrotnej zaszliśmy do sklepu po kubeczki z lodem i gazowane napoje. Wróciliśmy do campu, gdzie czekał na nas lunch. Najedzony i przegrzany położyłem się w cieniu namiotu kuchennego.
“Medaliony” Zofii Nałkowskiej, które przeczytałem na pre-Jamboree, wymieniłem z Anią na “Rok 1984” Georga Orwella i zanurzyłem się w lekturę. Dobry deal literacki.
Po 4 rozdziałach usnąłem. Obudził mnie Tomek, chcąc iść na atrakcje. Chwilę przed 14.00 stanęliśmy w kolejce do giga zjeżdżali wodnych. Ku mojemu zdziwieniu kazali nam wejść w butach do basenu. Nikt nie protestował. Zjazd był super, więc poszliśmy szukać przygód dalej, zagadując wszystkich napotkanych skautów. Chłopaki z patrolu często wymieniali się przedmiotami. Tomek zdobył już drugi plecak, więc w moich oczach jest mistrzem wymian. Tak zwanego trejdowania.
Na kolacje dostaliśmy ryż i kotleta schabowego, który był wysmażony idealnie. Potem trochę czytałem “Rok 1984”, ale przerwali mi Polacy z CMT (Contingent Management Team), którzy zbierali nasze opinie dotyczące dotychczasowej organizacji Jamboree.
Wieczorem miał być pokaz fajerwerków, ale coś nie pykło. Gapiliśmy się przez pół godziny w niebo łudząc się, że zaraz się pojawią.
Po północy, kiedy wszyscy już usnęli, w końcu udało mi się połączyć ze zlotowym wifi. Wyczytałem, że do organizacji Jamboree włączył się rząd koreański i wojsko, ponieważ fala upałów i bałagan sprawiły niezadowolenie wśród części uczestników. Podobno od jutra ma być lepiej.
Minął tydzień w Korei, nauczyłem się całkiem sprawnie jeść pałeczkami, poznałem kilka słów i umiem udawać że czytam po koreańsku, a ci co mnie nie znają, nawet mi wierzą. Po 6 latach bycia kadrą odkryłem zalety dziennika wychowawcy. Można otworzyć go na środkowej stronie i wachlować się w nagrzanym namiocie. Oby kolejne dni też były takie pozytywne.