Po powrocie z Jamboree

Parę lat temu w głowach kilku osób narodził się pomysł "American Dream", wysłania reprezentacji naszego hufca na 23. Światowe Jamboree Skautowe w USA. Długie przygotowania i udało się nam spełnić to marzenie. 18 lipca br. 10-osobowy zastęp Pragi-Południe pod opieką hm. Stanisława Matysiaka oraz Franek Pokora (wraz z zastępem z Gdańska) wylecieli do Stanów.

Pierwszym przystankiem był nocleg w bazie "Boys Scout of America", gdzie zostaliśmy ugoszczeni tradycyjnymi hamburgerami i hot-dogami, specjałami ludzi zza oceanu. Przez 3 kolejne dni mieliśmy możliwość zwiedzenia Nowego Jorku i kilku okolicznych miejscowości, na własne oczy oglądając, jak żyje się w Stanach Zjednoczonych. A żyje się, co tu dużo mówić, zdecydowanie inaczej niż w Polsce.  

Samo Jamboree zaskoczyło ogromem. W jednym miejscu zamieszkało 50 tys. osób z ponad 160. krajów całego świata. Magiczne było to, że przez 10 dni naszymi sąsiadami byli Amerykanie i Szwajcarzy, a tylko parę kroków dzieliło nas od Boliwi, Korei, Niemiec itd. Magia skautingu kipiała za każdym razem, gdy przemierzaliśmy tereny zlotu. Wszędzie widzieliśmy młodych, uśmiechniętych ludzi szczęśliwych ze swojego pobytu na zlocie, którzy zagadywali siebie, pytając o życie w swoich krajach i o działającym tam skautingu. Wokół nas roiło się od małych "biznesmenów", którzy na kocach i koszulkach handlowali swoimi plakietkami i chustami, a także innym innem towarem ekskluzewnym, mówić językiem Grzesiuka. 

Organizatorzy postarali się pokazać na co ich stać (dosłownie i w przenośni), oddając nam do dyspozycji swoją ogromną bazę skautową. Mieliśmy tam strzelnicę, skate park, zjazdy linowe, spływy pontonowe i kajakowe, ścianki wspinaczkowe i inne atrakcje. W czasie ceremonii otwarcia 2,5 tys. dronów przemierzało nieboskłon dając nam pokaz, o jakim nawet nie śniliśmy. Na pewno nie zapomnimy o nim, ani o niedźwiedzia, które raz na jakiś czas odwiedziły teren obozowiska.

Trudno jest w jednej notatce oddać nasze doświadczenia tych 10 dni. Najlepiej jest zapytać osób, które na Jamboree były i poprosić o opowieść. Bo czymże będzie podróż, nawet w najdalsze rejony, jeżeli nie zakończy się opowieścią w rodzinnym gronie?