Po zjeździe (ale nie całkiem)
Przewodniczący ZHP nieco nas zaskoczył. Porozmawiał z komendantami chorągwi i ze zjazdowej trybuny zaproponował przerwę w obradach zjazdu. Zdziwiłem się. Ale po pewnej chwili doszedłem do wniosku, że zbiorowa mądrość komendantów ma sens. Bo na co byliśmy skazani wczesnym niedzielnym popołudniem? Delegatów (spieszących się na pociągi lub wsiadających do samochodów, by w poniedziałek móc pójść do pracy) byłoby coraz mniej, szanse na przegłosowywanie kolejnych uchwał “statutowych” byłyby coraz mniejsze. Tak, to była jedyna rozsądna decyzja. I zupełnie nieważne, jak to Adam uzasadniał.
Spotkamy się więc 10 marca i będziemy się starać (no, może nie ja, lecz delegaci), by zatwierdzić wszystkie rozsądne zmiany w statucie. Jak dobrze pójdzie, może delegaci wrócą do uchwały programowej? Jakie to wydaje się proste.
Ale za nami ponad dwie doby zjazdu. Co się w tym czasie wydarzyło?
Na przykład delegaci wybrali, która z dwóch propozycji zmian statutowych (dokonywanie modyfikacji w aktualnym statucie czy zajęcie się nową oryginalną wersją) im odpowiada. Z góry było wiadomo, że niedopracowana koncepcja druha Janka (zwana chyba dla żartu statutem Chorągwi Kujawsko-Pomorskiej) nie będzie zaakceptowana. Ale dyskusja trwała. Nie wiadomo, po co. Zadawano Jankowi pytania, czas płynął, nawet dla grzeczności pytano o coś Darka, szefa zespołu statutowego, powołanego przez Przewodniczącego Związku. A czas płynął.
Dalej też było oryginalnie. Na przykład ciekawe były wyniki pierwszego głosowania w sprawie uchwały programowej. Te dwie liczby: 71 i 70 przeszedłby do historii, gdyby nie inicjatywa związana z reasumpcją tegoż głosowania. Po powtórnym głosowaniu okazało się, że zwolenników takiego programu ZHP ubyło a liczba przeciwników powiększyła się. I w efekcie nie mamy uchwalonego programu, choć przecież między innymi zjazd zebrał się w tej sprawie.
Dlaczego tak się stało? Napisałem to nie tak dawno - ten projekt uchwały był bardzo słaby.
Drugi projekt uchwały - w sprawie strategii - został zaakceptowany ze względu na osobisty urok Rafała. Rafał - demagog (jak ktoś nie wie, co to znaczy, niech sięgnie do słownika) przekonał salę, iż strategia przez niego wymyślona (piszę to jak najbardziej świadomie) poprawi działalność organizacji. Twierdzę, że ten dokument jest kiepski, lada chwila się przekonamy, jak trudno nam będzie go realizować. Może go udoskonalić? Zjazd ma jeszcze szanse.
A przy okazji uchwał statutowych zabawna sytuacja, kiedy Przewodniczący Zjazdu nie ma pojęcia, co to znaczy większość kwalifikowana. Nie wie, ile osób uczestniczy w zjeździe. Tak, Rafał - tak doświadczony przewodniczący - był kolejnym słabym ogniwem (po słabych projektach uchwał) zjazdu. Jakby prowadził zjazd po raz pierwszy w życiu… Szkoda mi Rafała.
W poprzednim felietonie, napisanym przed zjazdem, stwierdziłem, że najbardziej ciekawe będą rozmowy w kuluarach. I moje przewidywania sprawdziły się. Bo burzliwe dyskusje na sali obrad były normalnym, zbędnym biciem piany.
Dodaj komentarz